Booksi.es
Tryb czytania na telefonie. W wydrukowanej książce tekst nie zasłania ilustracji.
Booksi.es
TA KSIĄŻKA JEST MOJA
Tosia
W pokoju Tosi poranek zastał zwiniętą malowaną dekorację przy małym wózku. Dziewczynka ostrożnie rozwinęła kawałek płótna i sprawdziła jego mocne brzegi. Strach ścisnął jej brzuch, gdy pomyślała o swoim występie przed widzami. Usiadła przy dekoracji i schowała dłonie pod jej miękkim skrajem. Michał wszedł do pokoju, niosąc wiklinowy koszyk Kluski przy boku. Świnka morska wychyliła pyszczek, zapiszczała i poruszyła krótkimi wąsami. Tata uklęknął przy córce i pomógł jej zwinąć płótno. Kluska dreptała obok wózka, więc poranek zrobił się cieplejszy. Nagle pani Irena zadzwoniła z ważną prośbą dotyczącą dekoracji.
Pani Irena poprosiła, by przed południem przywieźli dekorację i zawiesili ją w miejscu planowanego występu dla wszystkich widzów. Tosia zerknęła na tatę, ale zamiast odpowiedzieć, mocniej ścisnęła brzeg zwiniętego płótna. — Boję się, że podczas występu pomylę słowa, tato — przyznała dziewczynka, spuszczając głowę. — Przytulisz mnie teraz? — zapytała, przysuwając się do Michała. Tata od razu objął córkę, a ona oparła policzek na jego ramieniu i przez chwilę słuchała spokojnego bicia jego serca. Kluska popiskiwała z wiklinowego koszyka, jakby również próbowała dodać Tosi otuchy. Dziewczynka odetchnęła, po czym przywiązała czerwoną wstążkę do uchwytu małego wózka. Michał ułożył na nim zwinięty ładunek, a cała trójka przygotowała się do wyniesienia go na podwórko.
Pani Irena poprosiła, by przed południem przywieźli dekorację i zawiesili ją w miejscu planowanego występu dla wszystkich widzów. Tosia zerknęła na tatę, ale zamiast odpowiedzieć, mocniej ścisnęła brzeg zwiniętego płótna. — Boję się, że podczas występu pomylę słowa, tato — przyznała dziewczynka, spuszczając głowę. — Przytulisz mnie teraz? — zapytała, przysuwając się do Michała. Tata od razu objął córkę, a ona oparła policzek na jego ramieniu i przez chwilę słuchała spokojnego bicia jego serca. Kluska popiskiwała z wiklinowego koszyka, jakby również próbowała dodać Tosi otuchy. Dziewczynka odetchnęła, po czym przywiązała czerwoną wstążkę do uchwytu małego wózka. Michał ułożył na nim zwinięty ładunek, a cała trójka przygotowała się do wyniesienia go na podwórko.
Z pokoju wyszli na podwórko, prowadząc obok siebie mały wózek. Michał ostrożnie uniósł malowaną dekorację, a Tosia podtrzymała jej zwinięty koniec obiema rękami. Płótno było cięższe, niż się spodziewała, więc tata pokazał jej, jak oprzeć je na burcie, aby podczas drogi nie dotknęło ziemi. Na płaskim dnie ustawili wiklinowy koszyk Kluski. Świnka morska zapiszczała, wspięła się przednimi łapkami na brzeg i poruszyła noskiem, czując świeże powietrze. Dziewczynka chwyciła uchwyt ozdobiony czerwoną wstążką. — Dasz radę? — zapytał Michał. — Boję się występu, ale chcę iść — odpowiedziała Tosia. Kółka zaturkotały po nierównych płytach, a ona ruszyła równo z tatą. Michał wskazał bramę, przez którą prowadziła krótsza droga do parku.
Z pokoju wyszli na podwórko, prowadząc obok siebie mały wózek. Michał ostrożnie uniósł malowaną dekorację, a Tosia podtrzymała jej zwinięty koniec obiema rękami. Płótno było cięższe, niż się spodziewała, więc tata pokazał jej, jak oprzeć je na burcie, aby podczas drogi nie dotknęło ziemi. Na płaskim dnie ustawili wiklinowy koszyk Kluski. Świnka morska zapiszczała, wspięła się przednimi łapkami na brzeg i poruszyła noskiem, czując świeże powietrze. Dziewczynka chwyciła uchwyt ozdobiony czerwoną wstążką. — Dasz radę? — zapytał Michał. — Boję się występu, ale chcę iść — odpowiedziała Tosia. Kółka zaturkotały po nierównych płytach, a ona ruszyła równo z tatą. Michał wskazał bramę, przez którą prowadziła krótsza droga do parku.
Po przejściu przez podwórko dotarli do zaciętej bramy parku, przy której pan Leon walczył z rozsypanymi ogłoszeniami. Mocny podmuch wyrwał mu kilka kartek z dłoni. Jedna przeleciała nad wózkiem, a druga opadła prosto na koszyk Kluski. Świnka morska pisnęła i wysunęła pyszczek spod szeleszczącego arkusza. — Pomóżmy panu Leonowi — powiedziała Tosia i na chwilę puściła uchwyt. Przydepnęła uciekający papier butem, lecz następny zatańczył tuż przy jej kolanach. Michał przytrzymał ładunek, żeby zwinięte płótno nie zsunęło się na ziemię. Pan Leon schował zebrany plik pod łokciem i naparł na ciężkie wrota, ale zawiasy tylko skrzypnęły. Tata pchnął razem z nim, a dziewczynka wsparła ich ramieniem. Przy pierwszej próbie przejście pozostało zamknięte, a gwałtowny podmuch rozrzucił ogłoszenia jeszcze szerzej.
Po przejściu przez podwórko dotarli do zaciętej bramy parku, przy której pan Leon walczył z rozsypanymi ogłoszeniami. Mocny podmuch wyrwał mu kilka kartek z dłoni. Jedna przeleciała nad wózkiem, a druga opadła prosto na koszyk Kluski. Świnka morska pisnęła i wysunęła pyszczek spod szeleszczącego arkusza. — Pomóżmy panu Leonowi — powiedziała Tosia i na chwilę puściła uchwyt. Przydepnęła uciekający papier butem, lecz następny zatańczył tuż przy jej kolanach. Michał przytrzymał ładunek, żeby zwinięte płótno nie zsunęło się na ziemię. Pan Leon schował zebrany plik pod łokciem i naparł na ciężkie wrota, ale zawiasy tylko skrzypnęły. Tata pchnął razem z nim, a dziewczynka wsparła ich ramieniem. Przy pierwszej próbie przejście pozostało zamknięte, a gwałtowny podmuch rozrzucił ogłoszenia jeszcze szerzej.
Tosia pobiegła za porwanymi przez wiatr kartkami i złapała dwie tuż przy nieruchomym małym wózku. Pan Leon zebrał kolejne ogłoszenia, wyrównał ich zagięte rogi i wsunął plik pod ramię. Kluska przytrzymała łapkami ostatnią kartkę przy wiklinowym koszyku, dopóki Michał jej nie podniósł. Gdy wszystko było bezpieczne, tata stanął przed zaciętymi wrotami i obejrzał drewniane skrzydło. — Spróbujmy drugi raz, zamiast zostać przed bramą — zaproponował Michał. Dziewczynka oparła dłonie o chłodne deski i mocno ugięła oba kolana. Pan Leon naparł ramieniem, a tata pchnął dokładnie w tej samej chwili. Zawiasy jęknęły, drewno drgnęło i przejście wreszcie się otworzyło. Wszyscy ruszyli alejką prowadzącą w stronę mostku nad strumieniem.
Tosia pobiegła za porwanymi przez wiatr kartkami i złapała dwie tuż przy nieruchomym małym wózku. Pan Leon zebrał kolejne ogłoszenia, wyrównał ich zagięte rogi i wsunął plik pod ramię. Kluska przytrzymała łapkami ostatnią kartkę przy wiklinowym koszyku, dopóki Michał jej nie podniósł. Gdy wszystko było bezpieczne, tata stanął przed zaciętymi wrotami i obejrzał drewniane skrzydło. — Spróbujmy drugi raz, zamiast zostać przed bramą — zaproponował Michał. Dziewczynka oparła dłonie o chłodne deski i mocno ugięła oba kolana. Pan Leon naparł ramieniem, a tata pchnął dokładnie w tej samej chwili. Zawiasy jęknęły, drewno drgnęło i przejście wreszcie się otworzyło. Wszyscy ruszyli alejką prowadzącą w stronę mostku nad strumieniem.
Za bramą dotarli alejką do wąskiego mostku nad strumieniem. Przednie kółko małego wózka wpadło pomiędzy dwie nierówne deski. Dekoracja przechyliła się, lecz Michał złapał ją przed nagłym upadkiem. Po drugiej stronie czekała Basia z rowerem i koszem kwiatów. Łańcuch roweru spadł, więc dziewczynka nie mogła przeprowadzić go mostkiem. — Najpierw pomogę tobie — powiedziała Tosia, wskazując niesprawny rower Basi. Tata trzymał wózek, a Kluska obserwowała wszystko ze swojego koszyka. Obie dziewczynki uklękły przy łańcuchu i obejrzały jego luźny koniec. Strumień płynął pod deskami, gdy zaczęły wspólnie naprawiać rower.
Za bramą dotarli alejką do wąskiego mostku nad strumieniem. Przednie kółko małego wózka wpadło pomiędzy dwie nierówne deski. Dekoracja przechyliła się, lecz Michał złapał ją przed nagłym upadkiem. Po drugiej stronie czekała Basia z rowerem i koszem kwiatów. Łańcuch roweru spadł, więc dziewczynka nie mogła przeprowadzić go mostkiem. — Najpierw pomogę tobie — powiedziała Tosia, wskazując niesprawny rower Basi. Tata trzymał wózek, a Kluska obserwowała wszystko ze swojego koszyka. Obie dziewczynki uklękły przy łańcuchu i obejrzały jego luźny koniec. Strumień płynął pod deskami, gdy zaczęły wspólnie naprawiać rower.
Tosia przytrzymała łańcuch, a Basia wsunęła go na właściwe miejsce. Koło obróciło się bez przeszkody, więc rower mógł ruszyć przez mostek. — Teraz pomogę wam z wózkiem — oznajmiła zadowolona Basia. Michał chwycił przód, zaś dziewczynki uniosły drugi koniec małego wózka. Kluska siedziała w koszyku, poruszając noskiem nad brzegiem wikliny. Wszyscy stawiali małe kroki, pilnując zwiniętej dekoracji i kosza kwiatów. Kółko wysunęło się spomiędzy desek i zawisło ponad wartkim strumieniem. Wspólnymi siłami przenieśli cały ładunek na bezpieczny drugi brzeg. Basia wskazała parkową altanę, stojącą przy dalszej części ich drogi.
Tosia przytrzymała łańcuch, a Basia wsunęła go na właściwe miejsce. Koło obróciło się bez przeszkody, więc rower mógł ruszyć przez mostek. — Teraz pomogę wam z wózkiem — oznajmiła zadowolona Basia. Michał chwycił przód, zaś dziewczynki uniosły drugi koniec małego wózka. Kluska siedziała w koszyku, poruszając noskiem nad brzegiem wikliny. Wszyscy stawiali małe kroki, pilnując zwiniętej dekoracji i kosza kwiatów. Kółko wysunęło się spomiędzy desek i zawisło ponad wartkim strumieniem. Wspólnymi siłami przenieśli cały ładunek na bezpieczny drugi brzeg. Basia wskazała parkową altanę, stojącą przy dalszej części ich drogi.
Po przejściu mostku dotarli z wózkiem do parkowej altany, gdzie czekała Zosia z ogłoszeniem o zmianie miejsca występu. — Była awaria, więc przedstawienie przeniesiono na scenę ogrodową — wyjaśniła i wskazała palcem najważniejszy napis. Michał przeczytał wiadomość jeszcze raz, żeby upewnić się, że dobrze zrozumiał nowy kierunek. Musieli dotrzeć daleko za aleję, na drugą stronę parku. Tosia popatrzyła na zwiniętą dekorację, którą wieźli aż z domu, i wyobraziła sobie dalszą drogę. Czerwona wstążka zsunęła się z uchwytu, a jej koniec musnął przednie kółko. Kluska zapiszczała w koszyku, jakby pytała, dokąd teraz pojadą. Dziewczynka chciała odpowiedzieć, lecz poczuła, że trema znów zaciska jej gardło mocnym supełkiem.
Po przejściu mostku dotarli z wózkiem do parkowej altany, gdzie czekała Zosia z ogłoszeniem o zmianie miejsca występu. — Była awaria, więc przedstawienie przeniesiono na scenę ogrodową — wyjaśniła i wskazała palcem najważniejszy napis. Michał przeczytał wiadomość jeszcze raz, żeby upewnić się, że dobrze zrozumiał nowy kierunek. Musieli dotrzeć daleko za aleję, na drugą stronę parku. Tosia popatrzyła na zwiniętą dekorację, którą wieźli aż z domu, i wyobraziła sobie dalszą drogę. Czerwona wstążka zsunęła się z uchwytu, a jej koniec musnął przednie kółko. Kluska zapiszczała w koszyku, jakby pytała, dokąd teraz pojadą. Dziewczynka chciała odpowiedzieć, lecz poczuła, że trema znów zaciska jej gardło mocnym supełkiem.
Tosia usiadła przy małym wózku i przycisnęła obie dłonie do brzucha, w którym wszystko zdawało się drżeć. — Boję się, a trema ściska mi gardło — przyznała dziewczynka cichym głosem. Michał przykucnął obok córki, uważając, by nie potrącić zwiniętej malowanej dekoracji. — Chcesz uścisku? — zapytał tata i wyciągnął ku niej ramiona, lecz zaczekał na odpowiedź. Tosia skinęła głową, więc objął ją przy wejściu do altany. Kluska wychyliła się z wiklinowego koszyka i przysunęła ciepły pyszczek do palców dziewczynki. Ojciec i córka wykonali razem trzy powolne oddechy, licząc każdy z nich na palcach. Po trzecim wydechu supeł w gardle stał się trochę luźniejszy. Wstali, chwycili uchwyt i ruszyli ku alei prowadzącej do ogrodu.
Tosia usiadła przy małym wózku i przycisnęła obie dłonie do brzucha, w którym wszystko zdawało się drżeć. — Boję się, a trema ściska mi gardło — przyznała dziewczynka cichym głosem. Michał przykucnął obok córki, uważając, by nie potrącić zwiniętej malowanej dekoracji. — Chcesz uścisku? — zapytał tata i wyciągnął ku niej ramiona, lecz zaczekał na odpowiedź. Tosia skinęła głową, więc objął ją przy wejściu do altany. Kluska wychyliła się z wiklinowego koszyka i przysunęła ciepły pyszczek do palców dziewczynki. Ojciec i córka wykonali razem trzy powolne oddechy, licząc każdy z nich na palcach. Po trzecim wydechu supeł w gardle stał się trochę luźniejszy. Wstali, chwycili uchwyt i ruszyli ku alei prowadzącej do ogrodu.
Z altany doszli szybkim krokiem do zatłoczonej alei festynowej. Widzowie maszerowali środkiem przejścia, niosąc kosz kwiatów przy barwnym pochodzie. Mały wózek utknął między nimi, a dekoracja zaczęła zsuwać się bokiem. Michał złapał płótno, lecz nie mógł znaleźć wolnego przejścia. Przy ruchomym podeście klęczał Olek ze swoim bębnem pod ramieniem. Szukał pałeczki do bębna, która wpadła pod niski podest. — Bez niej nie poprowadzę pochodu — powiedział chłopiec, zaglądając pod spód. Tosia dostrzegła zgubę leżącą poza zasięgiem jego wyciągniętej dłoni. Oddała tacie uchwyt wózka i przykucnęła przy ruchomym podeście.
Z altany doszli szybkim krokiem do zatłoczonej alei festynowej. Widzowie maszerowali środkiem przejścia, niosąc kosz kwiatów przy barwnym pochodzie. Mały wózek utknął między nimi, a dekoracja zaczęła zsuwać się bokiem. Michał złapał płótno, lecz nie mógł znaleźć wolnego przejścia. Przy ruchomym podeście klęczał Olek ze swoim bębnem pod ramieniem. Szukał pałeczki do bębna, która wpadła pod niski podest. — Bez niej nie poprowadzę pochodu — powiedział chłopiec, zaglądając pod spód. Tosia dostrzegła zgubę leżącą poza zasięgiem jego wyciągniętej dłoni. Oddała tacie uchwyt wózka i przykucnęła przy ruchomym podeście.
Tosia wsunęła rękę pod podest i końcami palców dotknęła pałeczki. Leżała w cieniu między deską a kołem, tuż poza jej zasięgiem. Przy pierwszej próbie dziewczynka trąciła zgubę i przesunęła ją na drugą stronę. — Jeszcze kawałek! — podpowiedział Olek, klękając obok. Tosia położyła się niżej, przycisnęła policzek do chłodnych desek i ponownie wyciągnęła dłoń. Tym razem zacisnęła palce na gładkim drewnie. — Mam ją, Olku! — zawołała i podała mu odnalezioną pałeczkę. Chłopiec od razu uderzył w bęben, wybijając skoczny rytm dla nadchodzących widzów. Pochód rozstąpił się i zostawił wolny pas pośrodku festynowej alei. Michał poprowadził tamtędy wózek, a Kluska zapiszczała w takt uderzeń. Za ostatnimi uczestnikami ruszyli ku kulisom sceny stojącej w ogrodzie.
Tosia wsunęła rękę pod podest i końcami palców dotknęła pałeczki. Leżała w cieniu między deską a kołem, tuż poza jej zasięgiem. Przy pierwszej próbie dziewczynka trąciła zgubę i przesunęła ją na drugą stronę. — Jeszcze kawałek! — podpowiedział Olek, klękając obok. Tosia położyła się niżej, przycisnęła policzek do chłodnych desek i ponownie wyciągnęła dłoń. Tym razem zacisnęła palce na gładkim drewnie. — Mam ją, Olku! — zawołała i podała mu odnalezioną pałeczkę. Chłopiec od razu uderzył w bęben, wybijając skoczny rytm dla nadchodzących widzów. Pochód rozstąpił się i zostawił wolny pas pośrodku festynowej alei. Michał poprowadził tamtędy wózek, a Kluska zapiszczała w takt uderzeń. Za ostatnimi uczestnikami ruszyli ku kulisom sceny stojącej w ogrodzie.
Za pochodem Tosia i Michał dobiegli z wózkiem do kulis. Dziewczynka szybko włożyła błękitny strój sceniczny, a tata wyjął ładunek i rozwinął malowaną dekorację. Pani Róża podała im linę, po czym wskazała belkę nad sceną. — Gdy pociągniemy razem, tło uniesie się prosto — wyjaśniła. Przy pierwszej próbie sznur zaciął się w bloczku, a płótno osunęło się z szelestem na podłoże. Tosia cofnęła dłonie, bo strach znów ścisnął ją w brzuchu. Szerokie rękawy drżały, gdy patrzyła na splątany koniec. Kluska wychyliła się z koszyka i poruszyła krótkimi wąsami, jakby chciała dodać jej otuchy. — Boję się, pani Różo, lecz spróbuję jeszcze raz — powiedziała dziewczynka. Michał podniósł brzeg dekoracji, a jego córka uklękła przy mocno zaciśniętym węźle.
Za pochodem Tosia i Michał dobiegli z wózkiem do kulis. Dziewczynka szybko włożyła błękitny strój sceniczny, a tata wyjął ładunek i rozwinął malowaną dekorację. Pani Róża podała im linę, po czym wskazała belkę nad sceną. — Gdy pociągniemy razem, tło uniesie się prosto — wyjaśniła. Przy pierwszej próbie sznur zaciął się w bloczku, a płótno osunęło się z szelestem na podłoże. Tosia cofnęła dłonie, bo strach znów ścisnął ją w brzuchu. Szerokie rękawy drżały, gdy patrzyła na splątany koniec. Kluska wychyliła się z koszyka i poruszyła krótkimi wąsami, jakby chciała dodać jej otuchy. — Boję się, pani Różo, lecz spróbuję jeszcze raz — powiedziała dziewczynka. Michał podniósł brzeg dekoracji, a jego córka uklękła przy mocno zaciśniętym węźle.
Tosia rozluźniła węzeł i przełożyła koniec liny przez właściwą pętlę. Michał chwycił ją obiema dłońmi, czekając na znak swojej córki. Pani Róża uniosła brzeg płótna i odsunęła go od podłoża. — Możemy próbować — powiedziała dziewczynka, prostując błękitne rękawy stroju. Tata pociągnął linę, lecz dekoracja zatrzymała się w połowie drogi. Wszyscy odetchnęli, poprawili dłonie i podjęli jeszcze jedną wspólną próbę. Malowane płótno wzniosło się nad sceną, ukazując cały gotowy obraz. Pani Róża zamocowała linę, a Kluska zapiszczała z wiklinowego koszyka. Bęben Olka zabrzmiał przed występem, więc dziewczynka podeszła ku wyjściu.
Tosia rozluźniła węzeł i przełożyła koniec liny przez właściwą pętlę. Michał chwycił ją obiema dłońmi, czekając na znak swojej córki. Pani Róża uniosła brzeg płótna i odsunęła go od podłoża. — Możemy próbować — powiedziała dziewczynka, prostując błękitne rękawy stroju. Tata pociągnął linę, lecz dekoracja zatrzymała się w połowie drogi. Wszyscy odetchnęli, poprawili dłonie i podjęli jeszcze jedną wspólną próbę. Malowane płótno wzniosło się nad sceną, ukazując cały gotowy obraz. Pani Róża zamocowała linę, a Kluska zapiszczała z wiklinowego koszyka. Bęben Olka zabrzmiał przed występem, więc dziewczynka podeszła ku wyjściu.
Gdy zabrzmiał bęben, Tosia wyszła zza kulis na scenę ogrodową. Malowana dekoracja wisiała za nią, a widzowie czekali przed podestem. Dziewczynka zatrzymała się przy brzegu i nabrała powietrza do płuc. Powolny oddech rozluźnił jej ramiona i dłonie ukryte w rękawach. Spojrzała ku Michałowi, który stał przy linie obok pani Róży. — Trema łaskocze mnie w brzuchu — powiedziała Tosia do taty. — Pomogły mi oddechy i kolejne próby — dodała z uśmiechem. Michał uniósł kciuk, a Kluska wychyliła pyszczek ponad wiklinowy koszyk. Córka odpowiedziała ojcu skinieniem, stanęła pośrodku sceny i rozpoczęła swoją część przedstawienia.
Gdy zabrzmiał bęben, Tosia wyszła zza kulis na scenę ogrodową. Malowana dekoracja wisiała za nią, a widzowie czekali przed podestem. Dziewczynka zatrzymała się przy brzegu i nabrała powietrza do płuc. Powolny oddech rozluźnił jej ramiona i dłonie ukryte w rękawach. Spojrzała ku Michałowi, który stał przy linie obok pani Róży. — Trema łaskocze mnie w brzuchu — powiedziała Tosia do taty. — Pomogły mi oddechy i kolejne próby — dodała z uśmiechem. Michał uniósł kciuk, a Kluska wychyliła pyszczek ponad wiklinowy koszyk. Córka odpowiedziała ojcu skinieniem, stanęła pośrodku sceny i rozpoczęła swoją część przedstawienia.
Tosia śpiewała przed malowaną dekoracją, patrząc na zebranych przed sceną widzów. Potem zatańczyła, rozkładając szeroko ręce w błękitnych rękawach stroju. Strach poruszył jej brzuch, lecz nie zatrzymał żadnego kroku. Dziewczynka wzięła oddech i zaśpiewała ostatnią część jeszcze raz. Michał obserwował córkę przy kulisach, trzymając wiklinowy koszyk Kluski. Świnka morska poruszała noskiem, gdy występ zbliżał się do końca. Po ostatnim dźwięku dziewczynka skłoniła się przed głośnymi brawami widzów. — Już mniej się boję! — zawołała, dotykając dłonią swojego brzucha. Wyprostowała się i ruszyła ku tacie czekającemu przy zejściu.
Tosia śpiewała przed malowaną dekoracją, patrząc na zebranych przed sceną widzów. Potem zatańczyła, rozkładając szeroko ręce w błękitnych rękawach stroju. Strach poruszył jej brzuch, lecz nie zatrzymał żadnego kroku. Dziewczynka wzięła oddech i zaśpiewała ostatnią część jeszcze raz. Michał obserwował córkę przy kulisach, trzymając wiklinowy koszyk Kluski. Świnka morska poruszała noskiem, gdy występ zbliżał się do końca. Po ostatnim dźwięku dziewczynka skłoniła się przed głośnymi brawami widzów. — Już mniej się boję! — zawołała, dotykając dłonią swojego brzucha. Wyprostowała się i ruszyła ku tacie czekającemu przy zejściu.
Po występie przebrana Tosia zeszła z Michałem na trawnik przed sceną. Tata postawił wiklinowy koszyk, a Kluska wychyliła z niego pyszczek. Dziewczynka uklękła przy małym wózku stojącym obok malowanej dekoracji. Odwiązała czerwoną wstążkę, wytartą podczas całej długiej drogi przez park. — Uścisk i oddechy naprawdę mi pomogły — powiedziała do Michała. — A każda nowa próba zmniejszała strach — dodała, głaszcząc Kluskę. Świnka morska zapiszczała i spokojnie oparła łapki na brzegu koszyka. Tosia zawiązała jej pod szyją małą kokardę z czerwonej wstążki. Michał objął córkę, a ona uśmiechnęła się nad kokardą Kluski.
Po występie przebrana Tosia zeszła z Michałem na trawnik przed sceną. Tata postawił wiklinowy koszyk, a Kluska wychyliła z niego pyszczek. Dziewczynka uklękła przy małym wózku stojącym obok malowanej dekoracji. Odwiązała czerwoną wstążkę, wytartą podczas całej długiej drogi przez park. — Uścisk i oddechy naprawdę mi pomogły — powiedziała do Michała. — A każda nowa próba zmniejszała strach — dodała, głaszcząc Kluskę. Świnka morska zapiszczała i spokojnie oparła łapki na brzegu koszyka. Tosia zawiązała jej pod szyją małą kokardę z czerwonej wstążki. Michał objął córkę, a ona uśmiechnęła się nad kokardą Kluski.
O TEJ KSIĄŻCE
Tosia i wielki występ
Tosia ma wystąpić przed publicznością, ale najpierw musi dostarczyć na scenę ogromną malowaną dekorację. W drodze czekają ją zacięta brama, wąski mostek, barwny pochód i trema, która wcale nie znika od jednego głębokiego oddechu. Ta pełna ruchu i ciepła opowieść pomoże dziecku zobaczyć, że strach można zabrać ze sobą, a każda kolejna próba prowadzi odrobinę dalej. Otwórzcie książkę i sprawdźcie, czy Tosia zdąży na swój wielki występ!
Booksi.es
Podgląd jest za darmo, płacisz dopiero wtedy, gdy zdecydujesz.
Stwórz taką dla swojego dzieckaZajrzyj też do innych książeczek
Zobacz wszystkie przykładyPrzeciągnij róg strony albo puknij z prawej lub z lewej
Przytrzymaj obrazek, a tekst zniknie. Puść, a wróci.
Spersonalizowane książeczki w kilka minut
Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Dowiedz się więcej