Booksi.es
Tryb czytania na telefonie. W wydrukowanej książce tekst nie zasłania ilustracji.
Booksi.es
TA KSIĄŻKA JEST MOJA
Zosia
Na słoneczny dziedziniec pod Wawelem Zosia weszła za mamą Kasią. Mama układała kwiaty, a córka podawała jej kolejne łodyżki ostrożnie. Kasia poprawiała płatki, a dziewczynka wybierała miejsca dla następnych kwiatów. Nagle nad nimi zatrzepotały skrzydła i cień dotknął jasnych kamieni. Smok Wawelski wylądował przed nimi, ściskając błękitną wstążkę między pazurami. Wyglądał na zmęczonego, a jego skrzydła drżały po locie. Zosia odłożyła kwiat i spojrzała prosto w smocze oczy. Kasia objęła córkę ramieniem, lecz nie cofnęła ani kroku. — Znalazłem ją przy Smoczej Górze — powiedział Smok, pokazując wstążkę. Potem nabrał tchu, jakby niósł jeszcze cięższą wiadomość.
Smok Wawelski pochylił głowę nad kwiatami i rozprostował zmęczone skrzydła. — Iskierka wyszła przed świtem i dotąd nie wróciła — powiedział. Chciała odnaleźć pieczarę, która miała leżeć wysoko na Smoczej Górze. Ojciec szukał córki, lecz znalazł tylko jej błękitną wstążkę. — Pomożemy ci — odpowiedziała Kasia, ściskając ciepłą dłoń dziewczynki. Zosia czuła szybkie bicie serca, ale przyjęła smoczą zgubę. — Przyprowadzimy Iskierkę — zapewniła, patrząc ku drodze nad Wisłą. Smok wskazał pazurem kamienistą ścieżkę prowadzącą od jasnego dziedzińca. Podziękował im ukłonem, a potem usiadł przy ułożonych kwiatach. Mama ruszyła z córką ku ścieżce, trzymając ją mocno za rękę.
Smok Wawelski pochylił głowę nad kwiatami i rozprostował zmęczone skrzydła. — Iskierka wyszła przed świtem i dotąd nie wróciła — powiedział. Chciała odnaleźć pieczarę, która miała leżeć wysoko na Smoczej Górze. Ojciec szukał córki, lecz znalazł tylko jej błękitną wstążkę. — Pomożemy ci — odpowiedziała Kasia, ściskając ciepłą dłoń dziewczynki. Zosia czuła szybkie bicie serca, ale przyjęła smoczą zgubę. — Przyprowadzimy Iskierkę — zapewniła, patrząc ku drodze nad Wisłą. Smok wskazał pazurem kamienistą ścieżkę prowadzącą od jasnego dziedzińca. Podziękował im ukłonem, a potem usiadł przy ułożonych kwiatach. Mama ruszyła z córką ku ścieżce, trzymając ją mocno za rękę.
Kamienistą ścieżką nad Wisłą Zosia szła obok mamy, niosąc wstążkę. Wąskie przejście wiło się między skałami, więc stawiały uważne kroki. Zza worka orzechów wybiegła Orzeszka i poruszyła puszystym ogonem. — Pomóżcie mi, bo wszystkie uciekają ze ścieżki! — zawołała wiewiórka. Łupinki turlały się pod nogami, wpadając w każdą wolną szczelinę. Dziewczynka chciała przeskoczyć rozsypaną przeszkodę jednym długim susem. Odbiła się od kamienia, lecz stopa ześlizgnęła się z brzegu. Zosia zjechała na początek przejścia i usiadła przy pełnym worku. Kasia podała jej rękę, a Orzeszka zatrzymała orzech przed łapkami. Następne kulki potoczyły się w dół, więc wszystkie ruszyły za nimi.
Kamienistą ścieżką nad Wisłą Zosia szła obok mamy, niosąc wstążkę. Wąskie przejście wiło się między skałami, więc stawiały uważne kroki. Zza worka orzechów wybiegła Orzeszka i poruszyła puszystym ogonem. — Pomóżcie mi, bo wszystkie uciekają ze ścieżki! — zawołała wiewiórka. Łupinki turlały się pod nogami, wpadając w każdą wolną szczelinę. Dziewczynka chciała przeskoczyć rozsypaną przeszkodę jednym długim susem. Odbiła się od kamienia, lecz stopa ześlizgnęła się z brzegu. Zosia zjechała na początek przejścia i usiadła przy pełnym worku. Kasia podała jej rękę, a Orzeszka zatrzymała orzech przed łapkami. Następne kulki potoczyły się w dół, więc wszystkie ruszyły za nimi.
Orzeszka pobiegła za pierwszym orzechem, a Zosia chwyciła dwa następne. Kasia zagrodziła drogę stopą, zatrzymując całą gromadkę twardych kulek. Wiewiórka skakała między kamieniami i zbierała zguby małymi łapkami. Dziewczynka już nie próbowała przeskakiwać przez śliski odcinek ścieżki. Zamiast tego schyliła się i podała mamie ostatnią zdobycz. — Mam wszystkie! — zapiszczała Orzeszka, zaglądając do worka z orzechami. Pełny worek był ciężki, więc każda chwyciła za jego brzeg. Wspólnym ruchem odsunęły go od przejścia pod skalną ścianę. Wąska droga stała się wolna, a wiewiórka pomachała im ogonem. Kasia wskazała nadrzeczny trakt, którym miały dotrzeć do leśnego brodu.
Orzeszka pobiegła za pierwszym orzechem, a Zosia chwyciła dwa następne. Kasia zagrodziła drogę stopą, zatrzymując całą gromadkę twardych kulek. Wiewiórka skakała między kamieniami i zbierała zguby małymi łapkami. Dziewczynka już nie próbowała przeskakiwać przez śliski odcinek ścieżki. Zamiast tego schyliła się i podała mamie ostatnią zdobycz. — Mam wszystkie! — zapiszczała Orzeszka, zaglądając do worka z orzechami. Pełny worek był ciężki, więc każda chwyciła za jego brzeg. Wspólnym ruchem odsunęły go od przejścia pod skalną ścianę. Wąska droga stała się wolna, a wiewiórka pomachała im ogonem. Kasia wskazała nadrzeczny trakt, którym miały dotrzeć do leśnego brodu.
Nadrzeczną drogą dotarły do brodu, gdzie leśna rzeka pieniła wodę. Przy przerwanej tamie pracował bóbr Borys, ciągnąc mokrą gałąź z nurtu. Uszkodzona kładka chwiała się nad rzeką i nie pozwalała przejść. — Tama pękła, a woda porwała część desek — wyjaśnił Borys. Zosia spojrzała na mokre kamienie wystające spomiędzy wirujących pasm wody. Postanowiła przeskoczyć po nich, nim mama zdążyła podać jej rękę. Pierwszy skok się udał, lecz drugi kamień uciekł spod stopy. Dziewczynka wpadła po kolana do rzeki i głośno nabrała tchu. Kasia wyciągnęła ją na brzeg, nie puszczając drżących dłoni córki. Borys oparł gałąź przy tamie i poprosił obie o pomoc.
Nadrzeczną drogą dotarły do brodu, gdzie leśna rzeka pieniła wodę. Przy przerwanej tamie pracował bóbr Borys, ciągnąc mokrą gałąź z nurtu. Uszkodzona kładka chwiała się nad rzeką i nie pozwalała przejść. — Tama pękła, a woda porwała część desek — wyjaśnił Borys. Zosia spojrzała na mokre kamienie wystające spomiędzy wirujących pasm wody. Postanowiła przeskoczyć po nich, nim mama zdążyła podać jej rękę. Pierwszy skok się udał, lecz drugi kamień uciekł spod stopy. Dziewczynka wpadła po kolana do rzeki i głośno nabrała tchu. Kasia wyciągnęła ją na brzeg, nie puszczając drżących dłoni córki. Borys oparł gałąź przy tamie i poprosił obie o pomoc.
Kasia uklękła przy córce i otuliła dłońmi jej chłodne palce. — Serce może pędzić, lecz ty wybierasz następny krok — powiedziała mama. Zosia spojrzała na tamę, potem podniosła leżącą przy brzegu gałąź. Borys pokazał szczelinę, przez którą nurt wymywał kolejne mokre patyki. Dziewczynka zaniosła pierwszy kawałek, choć kolana nadal lekko jej drżały. Kasia dźwigała większe gałęzie, a bóbr wciskał je między kamienie. Woda ucichła, gdy ostatni patyk zamknął przerwę w naprawionej tamie. Borys umocował deski, więc uszkodzona kładka przestała się chwiać. Wszyscy przeszli po niej, stawiając stopy na odbudowanym przejściu. Za brodem leśny trakt prowadził je ku polanie pod urwiskiem.
Kasia uklękła przy córce i otuliła dłońmi jej chłodne palce. — Serce może pędzić, lecz ty wybierasz następny krok — powiedziała mama. Zosia spojrzała na tamę, potem podniosła leżącą przy brzegu gałąź. Borys pokazał szczelinę, przez którą nurt wymywał kolejne mokre patyki. Dziewczynka zaniosła pierwszy kawałek, choć kolana nadal lekko jej drżały. Kasia dźwigała większe gałęzie, a bóbr wciskał je między kamienie. Woda ucichła, gdy ostatni patyk zamknął przerwę w naprawionej tamie. Borys umocował deski, więc uszkodzona kładka przestała się chwiać. Wszyscy przeszli po niej, stawiając stopy na odbudowanym przejściu. Za brodem leśny trakt prowadził je ku polanie pod urwiskiem.
Leśnym traktem dotarły na polanę pod urwiskiem, grzejąc mokre ubrania w słońcu. Przy cierniach stał koziołek Bryk i spoglądał na swój dzwoneczek. Zaczepił się wysoko, gdy gałąź szarpnęła pasek podczas skoku. — Zdejmijcie go, bo bez dźwięku czuję się samotny — poprosił Bryk. Zosia chciała pomóc, lecz Kasia zauważyła kamienne drzwi pod skałą. Koziołek sądził, że prowadziły do pieczary szukanej przez Iskierkę. Cała trójka naparła na głaz, ale wejście nawet nie drgnęło. Dziewczynka wsunęła palce w szczelinę, jednak płyta pozostała nieruchoma. Mama pchnęła ją ramieniem, a Bryk zaparł się kopytkami. Wtedy z wysokiego skalnego komina spłynęło cienkie, znajome wołanie.
Leśnym traktem dotarły na polanę pod urwiskiem, grzejąc mokre ubrania w słońcu. Przy cierniach stał koziołek Bryk i spoglądał na swój dzwoneczek. Zaczepił się wysoko, gdy gałąź szarpnęła pasek podczas skoku. — Zdejmijcie go, bo bez dźwięku czuję się samotny — poprosił Bryk. Zosia chciała pomóc, lecz Kasia zauważyła kamienne drzwi pod skałą. Koziołek sądził, że prowadziły do pieczary szukanej przez Iskierkę. Cała trójka naparła na głaz, ale wejście nawet nie drgnęło. Dziewczynka wsunęła palce w szczelinę, jednak płyta pozostała nieruchoma. Mama pchnęła ją ramieniem, a Bryk zaparł się kopytkami. Wtedy z wysokiego skalnego komina spłynęło cienkie, znajome wołanie.
Wołanie odbiło się od urwiska, a Zosia uniosła głowę ku górze. — Jestem na szczycie! — zawołała Iskierka przez skalny komin. Kasia przyłożyła dłonie do ust i odpowiedziała uwięzionej smoczycy. — Znajdziemy drogę do ciebie! — obiecała mama, stojąc przy kamiennych drzwiach. Bryk pokręcił rogami, bo pieczara nie mogła skrywać Iskierki. Wyjaśnił, że na szczyt prowadził tunel wewnątrz Smoczej Góry. Jego wejście pozostawało ukryte, choć koziołek szukał go wiele razy. Zosia obejrzała urwisko, kamienną płytę i ciernie nad ich głowami. Dzwoneczek Bryka poruszył się na gałęzi, wydając cichy srebrny ton. Dziewczynka dostrzegła pod cierniami głaz prowadzący ku zaczepionemu paskowi.
Wołanie odbiło się od urwiska, a Zosia uniosła głowę ku górze. — Jestem na szczycie! — zawołała Iskierka przez skalny komin. Kasia przyłożyła dłonie do ust i odpowiedziała uwięzionej smoczycy. — Znajdziemy drogę do ciebie! — obiecała mama, stojąc przy kamiennych drzwiach. Bryk pokręcił rogami, bo pieczara nie mogła skrywać Iskierki. Wyjaśnił, że na szczyt prowadził tunel wewnątrz Smoczej Góry. Jego wejście pozostawało ukryte, choć koziołek szukał go wiele razy. Zosia obejrzała urwisko, kamienną płytę i ciernie nad ich głowami. Dzwoneczek Bryka poruszył się na gałęzi, wydając cichy srebrny ton. Dziewczynka dostrzegła pod cierniami głaz prowadzący ku zaczepionemu paskowi.
Zosia podeszła do głazu i sprawdziła stopą jego nierówny brzeg. Kasia stanęła obok, gotowa podtrzymać córkę przy trudnym wejściu. Dziewczynka wspięła się wyżej, chwytając skałę obiema drobnymi dłońmi. Ciernie szarpały rękawy, lecz nie sięgały jej skupionej twarzy. — Już go mam! — zawołała, zdejmując dzwoneczek Bryka z gałęzi. Potem zeszła na polanę i podała zgubę czekającemu koziołkowi. Bryk potrząsnął szyją, a odzyskany dzwonek zadźwięczał czystym tonem. Uradowany koziołek skoczył i uderzył kopytkiem w kamienną płytę. Głaz przesunął się z pomrukiem, odsłaniając ciemne wejście do tunelu. Kasia ujęła córkę za rękę i stanęła przed odkrytą drogą.
Zosia podeszła do głazu i sprawdziła stopą jego nierówny brzeg. Kasia stanęła obok, gotowa podtrzymać córkę przy trudnym wejściu. Dziewczynka wspięła się wyżej, chwytając skałę obiema drobnymi dłońmi. Ciernie szarpały rękawy, lecz nie sięgały jej skupionej twarzy. — Już go mam! — zawołała, zdejmując dzwoneczek Bryka z gałęzi. Potem zeszła na polanę i podała zgubę czekającemu koziołkowi. Bryk potrząsnął szyją, a odzyskany dzwonek zadźwięczał czystym tonem. Uradowany koziołek skoczył i uderzył kopytkiem w kamienną płytę. Głaz przesunął się z pomrukiem, odsłaniając ciemne wejście do tunelu. Kasia ujęła córkę za rękę i stanęła przed odkrytą drogą.
Przez odsłonięte wejście Zosia i Kasia weszły do wnętrza Smoczej Góry. Tunel doprowadził je do skalnej sali pełnej mylących odgłosów. Pod stropem krążyła nietoperzyca Nutka, szukająca drogi do swojej kolonii. — Zgubiłam ją w labiryncie ech — pisnęła, składając ciemne skrzydła. Z głębi korytarza dobiegło wołanie podobne do głosu Iskierki. Dziewczynka ruszyła za dźwiękiem, a mama szła przy jej ramieniu. Minęły zakręt, potem następny, słuchając coraz słabszego echa w tunelu. Ścieżka zawróciła i doprowadziła je do tej samej skalnej sali. Nutka usiadła na ścianie, a Zosia rozpoznała mijaną szczelinę. Za drobnymi kamieniami dostrzegły boczne przejście zasypane przy samym wejściu.
Przez odsłonięte wejście Zosia i Kasia weszły do wnętrza Smoczej Góry. Tunel doprowadził je do skalnej sali pełnej mylących odgłosów. Pod stropem krążyła nietoperzyca Nutka, szukająca drogi do swojej kolonii. — Zgubiłam ją w labiryncie ech — pisnęła, składając ciemne skrzydła. Z głębi korytarza dobiegło wołanie podobne do głosu Iskierki. Dziewczynka ruszyła za dźwiękiem, a mama szła przy jej ramieniu. Minęły zakręt, potem następny, słuchając coraz słabszego echa w tunelu. Ścieżka zawróciła i doprowadziła je do tej samej skalnej sali. Nutka usiadła na ścianie, a Zosia rozpoznała mijaną szczelinę. Za drobnymi kamieniami dostrzegły boczne przejście zasypane przy samym wejściu.
Zosia uklękła przy bocznym przejściu i odsunęła pierwszy drobny kamień. Kasia chwyciła większy odłamek, otwierając szczelinę szeroką dla małych skrzydeł. Nutka wślizgnęła się do środka i wydała radosny pisk. Z ciemności odpowiedziała jej kolonia nietoperzy, poruszając skrzydłami pod stropem. — Odnalazłam wszystkich! — zawołała nietoperzyca, wracając do swoich pomocnic. Zosia usunęła ostatni kamyk, by całe stado mogło przelecieć swobodnie. Nietoperze zatoczyły krąg, potem skierowały skrzydła ku innemu korytarzowi. Z tego przejścia płynęło świeże powietrze pachnące słońcem na szczycie. Kasia podziękowała Nutce, a dziewczynka sprawdziła mocno trzymaną błękitną wstążkę. Obie ruszyły za stadem korytarzem wznoszącym się wewnątrz góry.
Zosia uklękła przy bocznym przejściu i odsunęła pierwszy drobny kamień. Kasia chwyciła większy odłamek, otwierając szczelinę szeroką dla małych skrzydeł. Nutka wślizgnęła się do środka i wydała radosny pisk. Z ciemności odpowiedziała jej kolonia nietoperzy, poruszając skrzydłami pod stropem. — Odnalazłam wszystkich! — zawołała nietoperzyca, wracając do swoich pomocnic. Zosia usunęła ostatni kamyk, by całe stado mogło przelecieć swobodnie. Nietoperze zatoczyły krąg, potem skierowały skrzydła ku innemu korytarzowi. Z tego przejścia płynęło świeże powietrze pachnące słońcem na szczycie. Kasia podziękowała Nutce, a dziewczynka sprawdziła mocno trzymaną błękitną wstążkę. Obie ruszyły za stadem korytarzem wznoszącym się wewnątrz góry.
Za nietoperzami wspięły się korytarzem i wyszły na szczyt Smoczej Góry. Słońce oświetlało skały, lecz silne podmuchy uderzały w ich ubrania. Przed nimi ciągnął się wąski skalny grzbiet nad urwiskiem. Za nim czekała Iskierka, przyciśnięta bokiem do bezpiecznej skały. — Nie mogę przejść przez wiatr! — zawołała młoda smoczyca. Zosia postawiła stopę na grzbiecie, lecz podmuch cofnął ją do mamy. Kasia przytrzymała córkę i spojrzała na ruchy powietrza między skałami. Wiatr uderzał falami, a po każdym porywie następowała krótka cisza. — Będę tutaj i podam ci rękę — powiedziała mama. Dziewczynka obserwowała grzbiet, czekając na kolejną spokojną przerwę.
Za nietoperzami wspięły się korytarzem i wyszły na szczyt Smoczej Góry. Słońce oświetlało skały, lecz silne podmuchy uderzały w ich ubrania. Przed nimi ciągnął się wąski skalny grzbiet nad urwiskiem. Za nim czekała Iskierka, przyciśnięta bokiem do bezpiecznej skały. — Nie mogę przejść przez wiatr! — zawołała młoda smoczyca. Zosia postawiła stopę na grzbiecie, lecz podmuch cofnął ją do mamy. Kasia przytrzymała córkę i spojrzała na ruchy powietrza między skałami. Wiatr uderzał falami, a po każdym porywie następowała krótka cisza. — Będę tutaj i podam ci rękę — powiedziała mama. Dziewczynka obserwowała grzbiet, czekając na kolejną spokojną przerwę.
Serce Zosi biło szybciej, gdy postawiła stopę na skalnym grzbiecie. Pierwszy podmuch szarpnął ubranie, lecz dziewczynka przyklękła przy skale. Kiedy wiatr osłabł, zrobiła następny krok ku czekającej Iskierce. Przesuwała się podczas ciszy, a przy każdym porywie mocno stawała. — Już jestem przy tobie — powiedziała, wyciągając dłoń do smoczycy. Iskierka chwyciła ją skrzydłem i podniosła się znad kamieni. Razem ruszyły ku Kasi, wybierając przerwy między kolejnymi uderzeniami wiatru. Mama czekała na brzegu grzbietu z otwartymi ramionami. Ostatni krok wykonały wspólnie, a Kasia objęła obie uratowane wędrowniczki. Iskierka wskazała łagodny szlak schodzący ku łące pod Wawelem.
Serce Zosi biło szybciej, gdy postawiła stopę na skalnym grzbiecie. Pierwszy podmuch szarpnął ubranie, lecz dziewczynka przyklękła przy skale. Kiedy wiatr osłabł, zrobiła następny krok ku czekającej Iskierce. Przesuwała się podczas ciszy, a przy każdym porywie mocno stawała. — Już jestem przy tobie — powiedziała, wyciągając dłoń do smoczycy. Iskierka chwyciła ją skrzydłem i podniosła się znad kamieni. Razem ruszyły ku Kasi, wybierając przerwy między kolejnymi uderzeniami wiatru. Mama czekała na brzegu grzbietu z otwartymi ramionami. Ostatni krok wykonały wspólnie, a Kasia objęła obie uratowane wędrowniczki. Iskierka wskazała łagodny szlak schodzący ku łące pod Wawelem.
Łagodnym szlakiem zeszły na łąkę u stóp Wawelu, trzymając się blisko. Smok Wawelski dostrzegł je i pobiegł przez trawę z rozłożonymi skrzydłami. Iskierka ruszyła ku niemu, zostawiając na trawie ślady małych łap. Ojciec objął córkę skrzydłami i przycisnął ją do piersi. — Wróciłaś do mnie! — zawołał Smok, nie puszczając młodej smoczycy. — Zosia przeszła przez grzbiet i mnie przyprowadziła — odpowiedziała Iskierka. Kasia położyła dłoń na ramieniu córki i uśmiechnęła się ciepło. Dziewczynka oddała jej znalezioną wstążkę, by nie zgubić jej podczas zabawy. Smok rozwinął skrzydła nad łąką, zapraszając wszystkich do radosnego koła. Iskierka tupnęła na trawie, rozpoczynając taniec obok swoich bliskich.
Łagodnym szlakiem zeszły na łąkę u stóp Wawelu, trzymając się blisko. Smok Wawelski dostrzegł je i pobiegł przez trawę z rozłożonymi skrzydłami. Iskierka ruszyła ku niemu, zostawiając na trawie ślady małych łap. Ojciec objął córkę skrzydłami i przycisnął ją do piersi. — Wróciłaś do mnie! — zawołał Smok, nie puszczając młodej smoczycy. — Zosia przeszła przez grzbiet i mnie przyprowadziła — odpowiedziała Iskierka. Kasia położyła dłoń na ramieniu córki i uśmiechnęła się ciepło. Dziewczynka oddała jej znalezioną wstążkę, by nie zgubić jej podczas zabawy. Smok rozwinął skrzydła nad łąką, zapraszając wszystkich do radosnego koła. Iskierka tupnęła na trawie, rozpoczynając taniec obok swoich bliskich.
Iskierka zatańczyła na trawie, a Smok Wawelski obracał się obok córki. Zosia podskakiwała z Kasią, słysząc pieśń płynącą ze Smoczej Góry. Dźwięk raz przypominał gwizd, a potem zmieniał się w pomruk. — Góra wcale nie śpiewa sama — wyjaśniła Iskierka swoim pomocnicom. Wiatr wpadał do skalnych kominów i biegł przez kręte tunele. W wąskich szczelinach świszczał, zaś w szerokich salach brzmiał głębiej. Dziewczynka słuchała opowieści, kołysząc się zgodnie z pieśnią skał. Smok wystukiwał łapą rytm, a młoda smoczyca machała skrzydłami. Kasia przerwała taniec i uniosła znalezioną błękitną wstążkę nad trawą. Iskierka spojrzała na nią i rozpoznała zgubę po postrzępionym końcu.
Iskierka zatańczyła na trawie, a Smok Wawelski obracał się obok córki. Zosia podskakiwała z Kasią, słysząc pieśń płynącą ze Smoczej Góry. Dźwięk raz przypominał gwizd, a potem zmieniał się w pomruk. — Góra wcale nie śpiewa sama — wyjaśniła Iskierka swoim pomocnicom. Wiatr wpadał do skalnych kominów i biegł przez kręte tunele. W wąskich szczelinach świszczał, zaś w szerokich salach brzmiał głębiej. Dziewczynka słuchała opowieści, kołysząc się zgodnie z pieśnią skał. Smok wystukiwał łapą rytm, a młoda smoczyca machała skrzydłami. Kasia przerwała taniec i uniosła znalezioną błękitną wstążkę nad trawą. Iskierka spojrzała na nią i rozpoznała zgubę po postrzępionym końcu.
Iskierka podeszła do Kasi i dotknęła błękitnej wstążki końcem skrzydła. — Nosiłam ją przed wyprawą na Smoczą Górę — powiedziała smoczyca. Mama podała zgubę córce, lecz Zosia wyciągnęła ją ku właścicielce. Iskierka pokręciła głową i owinęła materiał wokół jej nadgarstka. Zawiązała miękki supeł, zostawiając dwa końce tańczące na wietrze. — Niech przypomina mi twoje kroki po grzbiecie — szepnęła smoczyca. Dziewczynka dotknęła kokardy i poczuła pod palcami znajomy splot. Potem Iskierka ujęła ją za rękę, splatając pazurki z palcami. Kasia czekała przy Smoku Wawelskim, a oboje wyciągnęli ku nim ramiona. Przyjaciółki zrobiły wspólny krok po trawie w stronę swoich bliskich.
Iskierka podeszła do Kasi i dotknęła błękitnej wstążki końcem skrzydła. — Nosiłam ją przed wyprawą na Smoczą Górę — powiedziała smoczyca. Mama podała zgubę córce, lecz Zosia wyciągnęła ją ku właścicielce. Iskierka pokręciła głową i owinęła materiał wokół jej nadgarstka. Zawiązała miękki supeł, zostawiając dwa końce tańczące na wietrze. — Niech przypomina mi twoje kroki po grzbiecie — szepnęła smoczyca. Dziewczynka dotknęła kokardy i poczuła pod palcami znajomy splot. Potem Iskierka ujęła ją za rękę, splatając pazurki z palcami. Kasia czekała przy Smoku Wawelskim, a oboje wyciągnęli ku nim ramiona. Przyjaciółki zrobiły wspólny krok po trawie w stronę swoich bliskich.
O TEJ KSIĄŻCE
Tajemnica Smoczej Góry
Towarzysz dziecku w pełnej ruchu wyprawie Zosi, która wyrusza na poszukiwanie zaginionej Iskierki. Po drodze spotkacie życzliwych pomocników, pokonacie coraz trudniejsze przeszkody i odkryjecie sekret niezwykłego śpiewu Smoczej Góry. To ciepła opowieść o odwadze, współpracy i robieniu kolejnego kroku mimo szybko bijącego serca. Otwórzcie książkę i sprawdźcie, dokąd zaprowadzi Zosię błękitna wstążka!
Booksi.es
Podgląd jest za darmo, płacisz dopiero wtedy, gdy zdecydujesz.
Stwórz taką dla swojego dzieckaZajrzyj też do innych książeczek
Zobacz wszystkie przykładyPrzeciągnij róg strony albo puknij z prawej lub z lewej
Przytrzymaj obrazek, a tekst zniknie. Puść, a wróci.
Spersonalizowane książeczki w kilka minut
Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Dowiedz się więcej