Booksi.es
Tryb czytania na telefonie. W wydrukowanej książce tekst nie zasłania ilustracji.
Booksi.es
TA KSIĄŻKA JEST MOJA
Leon
W sobotni poranek ośmioletni Leon siedział w okularach w słonecznym pokoju dziennym. Gdy tata ogłosił, że czas gry minął, chłopiec odłożył tablet. Chłopiec spojrzał na niego i znalazł słowa dla swoich uczuć. — Jest mi trochę smutno i niecierpliwię się, bo tak fajnie mi szło — powiedział Leon.
Tata w zielonej flanelowej koszuli słuchał go z ciepłym uśmiechem. — Świetnie to nazwałeś — odpowiedział tata i pogładził swój lekki zarost. Rozłożył przed Leonem mapę skarbu, starą i pełną odręcznych znaków. Chłopiec chwycił mapę, a tata ruszył z nim ku ogrodowi.
Tata w zielonej flanelowej koszuli słuchał go z ciepłym uśmiechem. — Świetnie to nazwałeś — odpowiedział tata i pogładził swój lekki zarost. Rozłożył przed Leonem mapę skarbu, starą i pełną odręcznych znaków. Chłopiec chwycił mapę, a tata ruszył z nim ku ogrodowi.
Z pokoju Leon i tata wyszli do ogrodu, trzymając rozłożoną mapę między sobą. Na żwirowej ścieżce chłopiec uniósł kompas i poczekał, aż drżąca igła znieruchomieje. Wskazała zakręt prowadzący ku starej jabłoni, której liście szeleściły na wietrze. — Tato, tędy zaczyna się wyprawa! — zawołał, poprawił okulary i ruszył zgodnie z zaznaczoną trasą.
Z pokoju Leon i tata wyszli do ogrodu, trzymając rozłożoną mapę między sobą. Na żwirowej ścieżce chłopiec uniósł kompas i poczekał, aż drżąca igła znieruchomieje. Wskazała zakręt prowadzący ku starej jabłoni, której liście szeleściły na wietrze. — Tato, tędy zaczyna się wyprawa! — zawołał, poprawił okulary i ruszył zgodnie z zaznaczoną trasą.
Idąc za mapą, dotarli pod starą jabłoń przy ogrodowej ścieżce. Leon obejrzał sęk i zajrzał do niewielkiej dziupli w pniu. — Tato, chyba znalazłem znak! — zawołał, wskazując ciemne zagłębienie pod sękiem. Tata uśmiechnął się ciepło, bo była to zwyczajna dziupla w drzewie. Tata przytrzymał niską gałąź, a chłopiec sięgnął po swoją lupę.
Idąc za mapą, dotarli pod starą jabłoń przy ogrodowej ścieżce. Leon obejrzał sęk i zajrzał do niewielkiej dziupli w pniu. — Tato, chyba znalazłem znak! — zawołał, wskazując ciemne zagłębienie pod sękiem. Tata uśmiechnął się ciepło, bo była to zwyczajna dziupla w drzewie. Tata przytrzymał niską gałąź, a chłopiec sięgnął po swoją lupę.
Tata odchylił niską gałąź, a Leon przykucnął przy grubym korzeniu. Chłopiec przyłożył lupę do kory i powoli przesuwał szkło nad pęknięciami, drobinami mchu i śladami wilgotnej ziemi. Nagle w jednej z nierówności błysnął maleńki znak jabłka. — Mam go, Tato! — zawołał Leon. W odpowiedzi tata uśmiechnął się i wskazał ścieżkę prowadzącą ku studni.
Tata odchylił niską gałąź, a Leon przykucnął przy grubym korzeniu. Chłopiec przyłożył lupę do kory i powoli przesuwał szkło nad pęknięciami, drobinami mchu i śladami wilgotnej ziemi. Nagle w jednej z nierówności błysnął maleńki znak jabłka. — Mam go, Tato! — zawołał Leon. W odpowiedzi tata uśmiechnął się i wskazał ścieżkę prowadzącą ku studni.
Od jabłoni pobiegli ścieżką i zatrzymali się przy kamiennej studni. Leon zerknął na kompas, lecz igła skręciła ku żelaznej korbie. Korba przyciągała igłę, choć mapa pokazywała inne miejsce przy studni. — Tato, ten kierunek prowadzi donikąd — powiedział chłopiec, marszcząc brwi nad kompasem. Tata dotknął korby i poprosił go o trzy duże kroki.
Od jabłoni pobiegli ścieżką i zatrzymali się przy kamiennej studni. Leon zerknął na kompas, lecz igła skręciła ku żelaznej korbie. Korba przyciągała igłę, choć mapa pokazywała inne miejsce przy studni. — Tato, ten kierunek prowadzi donikąd — powiedział chłopiec, marszcząc brwi nad kompasem. Tata dotknął korby i poprosił go o trzy duże kroki.
Leon odszedł od studni, stawiając za tatą trzy duże kroki. Gdy oddalili się od żelaznej korby, drżąca igła kompasu obróciła się i znieruchomiała. — Kompas znów działa, Tato! — zawołał chłopiec. Tata pochylił się nad tarczą, a potem spojrzał w stronę kredowej strzałki. Znak na kamiennym brzegu wskazywał wąską drogę biegnącą za ogrodową szopę.
Leon odszedł od studni, stawiając za tatą trzy duże kroki. Gdy oddalili się od żelaznej korby, drżąca igła kompasu obróciła się i znieruchomiała. — Kompas znów działa, Tato! — zawołał chłopiec. Tata pochylił się nad tarczą, a potem spojrzał w stronę kredowej strzałki. Znak na kamiennym brzegu wskazywał wąską drogę biegnącą za ogrodową szopę.
Za kredową strzałką obeszli szopę i weszli na wąską ścieżkę pachnącą mokrą ziemią. Leon niósł mapę, a tata porównywał wskazania kompasu z rysunkiem oglądanym przez lupę. Nagle drogę zagrodził im ciężki konar, oparty końcami o gęste krzewy. Chłopiec dotknął szorstkiej kory i zajrzał pod gałęzie. — Nie ma przejścia — powiedział tata, wskazując przeszkodę.
Za kredową strzałką obeszli szopę i weszli na wąską ścieżkę pachnącą mokrą ziemią. Leon niósł mapę, a tata porównywał wskazania kompasu z rysunkiem oglądanym przez lupę. Nagle drogę zagrodził im ciężki konar, oparty końcami o gęste krzewy. Chłopiec dotknął szorstkiej kory i zajrzał pod gałęzie. — Nie ma przejścia — powiedział tata, wskazując przeszkodę.
Leon mocno oparł stopy o ziemię i objął przewrócony konar obiema rękami. Pchnął z całej siły, lecz ciężka gałąź nawet nie drgnęła, a suche listki zaszeleściły pod jego butami. Okulary zsunęły mu się na nos, kiedy spróbował ponownie. — Mogę go ruszyć, Tato! — zawołał chłopiec. Tata uśmiechnął się ciepło i wyciągnął ręce ku grubszej części przeszkody.
Leon mocno oparł stopy o ziemię i objął przewrócony konar obiema rękami. Pchnął z całej siły, lecz ciężka gałąź nawet nie drgnęła, a suche listki zaszeleściły pod jego butami. Okulary zsunęły mu się na nos, kiedy spróbował ponownie. — Mogę go ruszyć, Tato! — zawołał chłopiec. Tata uśmiechnął się ciepło i wyciągnął ręce ku grubszej części przeszkody.
Tata chwycił grubszy koniec, a Leon objął cieńszy obiema rękami. — Podnosimy na trzy — powiedział tata i mocno chwycił konar obiema rękami. Chłopiec napiął ręce i unieśli ciężką gałąź nad ziemię. Konar opadł przy szopie, nie zagradzając im dalszej drogi do zakątka. Przenieśli ją, odsłaniając wąską ścieżkę do zarośniętego zakątka za szopą.
Tata chwycił grubszy koniec, a Leon objął cieńszy obiema rękami. — Podnosimy na trzy — powiedział tata i mocno chwycił konar obiema rękami. Chłopiec napiął ręce i unieśli ciężką gałąź nad ziemię. Konar opadł przy szopie, nie zagradzając im dalszej drogi do zakątka. Przenieśli ją, odsłaniając wąską ścieżkę do zarośniętego zakątka za szopą.
Przez otwarte przejście weszli do zarośniętego zakątka za ogrodową szopą. Leon uniósł lupę i przy każdym kroku badał wilgotną ziemię, korzenie i rozsypane liście. Na płaskim kamieniu dostrzegł wyryty znak iks, częściowo ukryty pod mchem. — Tu jest skarb! — zawołał chłopiec i pokazał odkrycie tacie. Potem ujął ogrodową łopatkę i ostrożnie wbił ją obok kamienia.
Przez otwarte przejście weszli do zarośniętego zakątka za ogrodową szopą. Leon uniósł lupę i przy każdym kroku badał wilgotną ziemię, korzenie i rozsypane liście. Na płaskim kamieniu dostrzegł wyryty znak iks, częściowo ukryty pod mchem. — Tu jest skarb! — zawołał chłopiec i pokazał odkrycie tacie. Potem ujął ogrodową łopatkę i ostrożnie wbił ją obok kamienia.
Leon wbił ogrodową łopatkę w ziemię pod wyrytym znakiem X. Po kilku ruchach ostrze uderzyło w gruby korzeń pod kamieniem. Chłopiec nacisnął łopatkę, ale korzeń zatrzymał jej ostrze przy ziemi. — Co teraz zrobię? — zapytał Leon, patrząc na tatę obok kamienia. Tata przyjrzał się korzeniowi i wskazał miejsce po jego drugiej stronie.
Leon wbił ogrodową łopatkę w ziemię pod wyrytym znakiem X. Po kilku ruchach ostrze uderzyło w gruby korzeń pod kamieniem. Chłopiec nacisnął łopatkę, ale korzeń zatrzymał jej ostrze przy ziemi. — Co teraz zrobię? — zapytał Leon, patrząc na tatę obok kamienia. Tata przyjrzał się korzeniowi i wskazał miejsce po jego drugiej stronie.
Tata pokazał skrawek ziemi po drugiej stronie grubego korzenia. Leon poprowadził łopatkę wokół przeszkody i odgarnął ziemię przy jej brzegu. Spod korzenia wyłoniła się mała skrzynka ze skarbem ukryta pod ziemią. — Znalazłem ją! — zawołał chłopiec, wyciągając skrzynkę obiema rękami spod korzenia. Tata wskazał wieko, a Leon wsunął palce pod jego brzeg.
Tata pokazał skrawek ziemi po drugiej stronie grubego korzenia. Leon poprowadził łopatkę wokół przeszkody i odgarnął ziemię przy jej brzegu. Spod korzenia wyłoniła się mała skrzynka ze skarbem ukryta pod ziemią. — Znalazłem ją! — zawołał chłopiec, wyciągając skrzynkę obiema rękami spod korzenia. Tata wskazał wieko, a Leon wsunął palce pod jego brzeg.
Leon podniósł wieko skrzynki, a tata patrzył z ciepłym uśmiechem. W środku leżał miękki koc piknikowy, zwinięty pod samym brzegiem. Chłopiec wyciągnął go i rozłożył przed swoim tatą przy skrzynce. — To część skarbu! — zawołał Leon, przyciskając miękki koc do siebie. Pod kocem został termos, więc tata sięgnął do otwartej skrzynki.
Leon podniósł wieko skrzynki, a tata patrzył z ciepłym uśmiechem. W środku leżał miękki koc piknikowy, zwinięty pod samym brzegiem. Chłopiec wyciągnął go i rozłożył przed swoim tatą przy skrzynce. — To część skarbu! — zawołał Leon, przyciskając miękki koc do siebie. Pod kocem został termos, więc tata sięgnął do otwartej skrzynki.
Tata wyjął ze skrzynki termos kakao i pokazał go Leonowi. Chłopiec spojrzał na koc, mapę i ślad ziemi na wieku. — Tato, ta prawdziwa wyprawa jest wspaniała, a tablet poczeka do jutra! — zawołał Leon. Tata wskazał trawnik pod drzewem, a chłopiec chwycił koc. Z termosem i mapą ruszyli z zakątka w stronę rozłożystego drzewa.
Tata wyjął ze skrzynki termos kakao i pokazał go Leonowi. Chłopiec spojrzał na koc, mapę i ślad ziemi na wieku. — Tato, ta prawdziwa wyprawa jest wspaniała, a tablet poczeka do jutra! — zawołał Leon. Tata wskazał trawnik pod drzewem, a chłopiec chwycił koc. Z termosem i mapą ruszyli z zakątka w stronę rozłożystego drzewa.
Z zakątka wyszli na trawnik pod rozłożystym drzewem, niosąc skarb. Tata rozłożył miękki koc piknikowy i nalał kakao do kubka. Leon uniósł kubek nad starą mapą ozdobioną śladem ziemi. — Za naszą wyprawę! — zawołał chłopiec, a tata odpowiedział ciepłym uśmiechem. Leon podał tacie kubek, by razem spróbowali ciepłego kakao pod drzewem.
Z zakątka wyszli na trawnik pod rozłożystym drzewem, niosąc skarb. Tata rozłożył miękki koc piknikowy i nalał kakao do kubka. Leon uniósł kubek nad starą mapą ozdobioną śladem ziemi. — Za naszą wyprawę! — zawołał chłopiec, a tata odpowiedział ciepłym uśmiechem. Leon podał tacie kubek, by razem spróbowali ciepłego kakao pod drzewem.
O TEJ KSIĄŻCE
Leon i wyprawa po skarb
Gdy kończy się czas gry na tablecie, Leon potrafi powiedzieć tacie o swoim smutku i zniecierpliwieniu. Stara mapa szybko zamienia zwyczajny sobotni poranek w pełną ruchu wyprawę przez ogród, podczas której potrzebne będą spostrzegawczość, wytrwałość i współpraca. Wyruszcie z Leonem śladem tajemniczych znaków i otwórzcie książkę, by sprawdzić, jaki skarb czeka za szopą!
Booksi.es
Podgląd jest za darmo, płacisz dopiero wtedy, gdy zdecydujesz.
Stwórz taką dla swojego dzieckaZajrzyj też do innych książeczek
Zobacz wszystkie przykładyPrzeciągnij róg strony albo puknij z prawej lub z lewej
Przytrzymaj obrazek, a tekst zniknie. Puść, a wróci.
Spersonalizowane książeczki w kilka minut
Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Dowiedz się więcej